Dziewczyna opadła na podłogę. Zaczęła głośniej szlochać. Przetarła dłońmi twarz, zostawiając na niej czerwone smugi. Wydała z siebie głośne westchnienie.
Z najbliższego pokoju wybiegł chłopak. Jego ciemne włosy sterczały na wszystkie strony. Ubranie, tak jak dziewczyna, miał podarte i zakrwawione. Twarz i ręce miał całe w siniakach. Podszedł powoli i po cichu do dziewczyny, i przytulił ją. Z jej gardła wydał się głośny krzyk. Jej twarz wyrażała strach i ból.
- Mel... oh, Melanie... spokojnie... to ja... - szeptał chłopak mocniej przytulając Melanie. Obróciła się i wtuliła się w niego. Ponownie zaczęła szlochać. - Słuchaj... gdzie jest Marcus? - powiedział i odsunął ją lekko od siebie. - Proszę, powiedz mi gdzie jest Marcus!
- On... on nie żyje... - wyszeptała niewyraźnie. Otarła łzy. - Przykro mi, Ryan.
Chłopak, zwany Rayanem nie mógł w to uwierzyć. Jego najlepszy przyjaciel nie żyje. Puścił dziewczynę i zmierzwił włosy. Gwałtownie kopnął w ścianę, sycząc przy tym z bólu. Melanie stała zmieszana z boku, obserwując poczynania Rayana.
- Musimy iść... Musimy stąd uciekać, Rayan... Błagam... - kilka łez ponownie wydostało się spod jej powiek. Chłopak spojrzał na nią i wziął ją za rękę. Zaczął iść w kierunku przeciwnym do tego, którym tu trafił.
- Dobra, koniec dwudziestej sceny! - ponownie wrzasnął reżyser. Kamerzysta wyłączył kamerę, a światła znów zostały zapalone. - Nieźle, Chantelle. - zwrócił się do dziewczyny, którą wcześniej nazwano Melanie. - Jesteś naszą młodą, wschodzącą gwiazdą! A Ty, Kyle... rewelacyjnie! - przemówił teraz do ''Rayana''. Oboje się uśmiechnęli. - To teraz zapraszam na kolację! Jak mniemam jesteście głodni... no już, chodźmy!
Wszyscy udali się do bufetu. Połowa pracowników już siedziało przy okrągłych stołach spożywając swoje posiłki. Reżyser właśnie nakładał swoje jedzenie, gdy do środka wbiegł jakiś mężczyzna w niebieskim sweterku i ogłosił:
- Panie producencie! Ktokolwiek! Sandy nie żyje! - wzniósł swoje ręce. - Znalazłem go w przebieralni. Ma podcięte gardło. Już wezwałem karetkę.
- Nie żyje?! Jak to nie żyje? Co się stało? - krzyknęła Chantelle. Jej mina wyrażała ogromne zdziwienie i niedowierzanie. Podobnie jak miny wszystkich w bufecie. Większość osób zebrało się i poszło wraz z mężczyzną do przebieralni. W bufecie zostało zaledwie parę osób - w tym Chantelle i Kyle. Siedzieli na przeciw siebie i spoglądali w swoją stronę.
- Jestem ciekawy jak to się w ogóle stało. - odrzekł Kyle. - Miał wystąpić w następnej scenie, kiedy to goniłby nas po tym budynku. Wyobraź sobie co się teraz będzie działo... nie zrealizujemy filmu, bo ktoś zamordował jedną z głównych postaci!
- Spokojnie. W nagranych scenach Sandy nie ukazywał swojej twarzy, miał przecież maskę. Wystarczy, jak znajdą kogoś kto przyjmie tę rolę. - wypowiedział się Ed, czyli filmowy i martwy przyjaciel Ryana.
- Racja... - odezwała się Chantelle. Wzięli się za jedzenie swoich posiłków. Już prawie kończyli, kiedy rozległ się wielki huk, a światła w pomieszczeniu zgasły. Przy stole z jedzeniem pojawił się mężczyzna. Jego twarz ozdabiała maska, a długa czarna szata spływała aż do ziemi. W lewej ręce trzymał zapalniczkę, w prawej zaś bańkę pełną paliwa. W nadzwyczaj szybkim tempie rozlał paliwo po sali i odpalił zapalniczkę. Wszyscy wstali ze swoich miejsc i ze strachem wpatrywali się w postać.
- Witajcie w piekle. Teraz wasza kolej, by umrzeć. - wypowiedział ostatnie słowa po czym rzucił odpaloną zapalniczkę na podłogę.
***
Witam!
Tak, powracam oto z opowiadaniem, a raczej horrorem!
Prolog jak widać, nie jest najdłuższy.
Prolog jak widać, nie jest najdłuższy.
Trochę za dużo też zdradza, ale co mi tam.
Od razu powiem, że to nie będzie opowiadanie
Od razu powiem, że to nie będzie opowiadanie
pełne wróżek, jednorożców itp. Będzie dużo wątków związanych z
zabójstwami - prawdopodobnie będą dokładnie opisane.
Może to być trochę drastyczne, no trudno. Przed rozdziałami będę
zabójstwami - prawdopodobnie będą dokładnie opisane.
Może to być trochę drastyczne, no trudno. Przed rozdziałami będę
powiadamiać o takich wątkach, żeby potem nie było problemów.
Jak ktoś nie będzie chciał to po prostu pomija.
Jak ktoś nie będzie chciał to po prostu pomija.
To chyba na tyle ode mnie, jak na razie.
Pozdrawiam :3